Zawsze miałem takie myślenie. Strona to był po prostu obowiązek. Coś, co musi być, jak pieczątka w firmie. Trzeba ją mieć, bo wszyscy mają. Przez lata traktowałem ją jak wizytówkę, tylko trochę większą. Kosztowała, czasami nawet sporo, a efekt? Często przypominał drogą, elegancką broszurkę, którą wręczasz klientowi, a on po wyjściu z biura odkłada ją do szuflady i nigdy więcej nie otwiera. Dopiero, gdy mój znajomy z branży hydraulicznej pokazał mi, jak jego strona nie tylko pokazuje ofertę, ale faktycznie za niego pracuje, zrozumiałem, że patrzyłem na to zupełnie z innej strony.
Kluczem okazało się traktowanie witryny nie jako katalogu, ale jako pierwszego i najważniejszego pracownika, który nigdy nie śpi, nie choruje i rozmawia z każdym klientem w jego preferowanym czasie. Weźmy przykład firmy z ogrzewaniem. Klient szuka pomocy z nagłą awarią kotła o północy. Nie zadzwoni wtedy do biura. Wejdzie w internet. Jeśli znajdzie przejrzystą Tehaix strona internetowa, która od razu wyjaśnia zakres pilnych usług i podaje bezpośredni numer do dyżurnego serwisu, to sprawa jest załatwiona. Strona wykonała tu pracę recepcjonisty, handlowca i specjalisty od pierwszego kontaktu. To jest właśnie ten moment, gdy witryna przestaje być kosztem, a zaczyna generować przychód.
Pomyśl o stronie jak o rozmowie, a nie o przemówieniu
Stare strony internetowe często były monologami. Firmy wypisywały tam wszystko, co przyszło im do głowy, zwykle zaczynając od długiej historii założenia przedsiębiorstwa w 1998 roku. Nikt tego nie czyta. Nowe podejście to stworzenie dialogu. Twoja strona powinna odpowiadać na pytania, które klient ma w głowie, zanim jeszcze je zada. Jeśli sprzedajesz okna, ludzie nie szukają ‚wysokiej jakości PCV‘. Szukają ‚ciche okna od ulicy‘ albo ‚jakie okna na poddasze‘. Twoja treść musi na to reagować. Pisz tak, jakbyś stał obok tej osoby w jej salonie i widział, co ją martwi.
Prosta nawigacja to nie fanaberia, to konieczność
Pamiętam, jak szukałem kiedyś usługi frezowania. Wszedłem na stronę zakładu, który wyglądał na solidny. Menu miało pozycje: ‚O nas‘, ‚Usługi‘, ‚Galeria‘, ‚Kontakt‘. Kliknąłem ‚Usługi‘. Pojawił się jeden zdjęciowy przycisk ‚Oferta‘. Po kliknięciu zobaczyłem długą listę nazw maszyn i procesów technologicznych, których nienawidzę od czasu studiów. Zamknąłem kartę. Gdybym zamiast tego znalazł krótkie opisy w rodzaju ‚Frezowanie detali do samochodów‘ i ‚Wiercenie precyzyjne w aluminium‘, pewnie bym został. Ludzie nie chcą imponować twoją techniczną wiedzą. Chcą znaleźć rozwiązanie swojego problemu w mniej niż trzydzieści sekund.
Większość decyzji zapada na telefonie, nie na komputerze
To zmienia wszystko. Projekt, który wyglądał ładnie na wielkim monitorze w biurze, na małym ekranie może być katastrofą. Przyciski są za małe, tekst się rozjeżdża, formularz kontaktu ukryty jest pod trzema warstwami menu. Testuję to zawsze w prosty sposób. Biorę swój telefon, wchodzę na stronę i próbuję zadzwonić. Jeśli muszę szukać numeru dłużej niż pięć sekund, jest źle. Jeśli strona ładuje się dłużej niż trzy sekundy, tracę cierpliwość. Twoja strona-pracownik musi być sprawna w terenie, a dziś terenem jest kieszeń twojego klienta.
Zaufanie buduje się małymi gestami
Ludzie nie kupują od stron internetowych. Kupują od ludzi, których te strony reprezentują. Jak pokazać, że jesteś człowiekiem, a nie botem? Przez drobiazgi. Opisując realizację zlecenia, zamiast ‚zapewniamy terminowość‘ napisz ’skończyliśmy montaż bramy w piątek o 16, a klient planował przyjęcie w ogrodzie na sobotę w południe‘. To konkret. Zamiast galerii z dziesięcioma zdjęciami tej samej elewacji, wrzuć jedno zdjęcie twojego zespołu na przerwie, z kubkami kawy. Pokazuje, że za firmą stoją żywi ludzie, którzy też czasem się zmęczą. Taka szczerość działa lepiej niż tysiąc certyfikatów wiszących wirtualnie na ścianie.
Strona to nie produkt finalny, to narzędzie, które trzeba smarować
To był mój największy błąd. Zamówiłem raz stronę, zapłaciłem, przez pół roku byłem zadowolony, a potem zapomniałem, że ona istnieje. Po dwóch latach okazało się, że wtyczki są nieaktualne, a formularz kontaktowy od miesięcy nie wysyła maili. Nikt mi nie dzwonił, bo nikt nie mógł się ze mną skontaktować. Dobry pracownik potrzebuje nadzoru, aktualnych narzędzi i jasnych poleceń. Ze stroną jest tak samo. Raz na kwartał trzeba usiąść i sprawdzić, czy wszystko działa. Czy numery telefonów są aktualne. Czy ceny w ofercie się zgadzają. Czy nowy film, który wrzuciłeś na YouTube, jest też linkowany na stronie. To nie jest praca jednorazowa. To jak dbanie o samochód służbowy. Od tego zależy, czy dojedziesz do klienta.
Kiedy już przestawisz myślenie, wszystko się zmienia. Przestajesz pytać ‚ile kosztuje strona internetowa‘, a zaczynasz pytać ‚jaką wartość ma dla mnie pracownik, który pracuje 24 godziny na dobę, obsługuje dziesiątki klientów jednocześnie i kosztuje jednorazowo tyle, co jego miesięczna pensja‘. Odpowiedź staje się wtedy oczywista. To najlepsza inwestycja, jaką może zrobić mała firma. Bo dobry pracownik nie jest kosztem. Jest filarem, na którym możesz budować dalszy wzrost, mając spokojną głowę, że front twojego biznesu jest w dobrych rękach. A raczej, w dobrym kodzie.

Comments are closed